27 grudnia 2011

Trzydzieści

Trzydzieści
To trzy razy po dziesięć.
Trzydzieści razy po dwanaście,
Dla całkowitej dokładności:
trzydzieści po trzysta sześćdziesiąt pięć.
Nie licząc oczywiście lat przestępnych.
My pokolenie matematyki na maturze
wiemy ile to wspólnych wschodów słońca,
które równoważą się z z sumą zachodów.
W tym zawierają się noce i dnie.
Pełna paleta czerni nieba
od szalonego skoku w mrok,
do spokojnego zasypiania.
Jedenaście tysięcy dni,witanych z nadzieją
i żegnanych z głodem na kolejny świt.
Na jubileuszowym torcie
nie zmieszczą się te wszystkie rachunki.
Czekoladowe litery ułożył ktoś w hasło:
Trzydzieści lat razem.
A rachunek?
Rachunek wystawia nam życie.

Chociaż to dopiero dzisiaj, ale już wczoraj, w wigilię tego jubileuszu zjawili się życzliwi nam, aby zaintonować sto lat.
Był wspomniany powyżej tort z dedykacją i szampan. No może w obu przypadkach było to wino musujące.
Na tę okoliczność wygrzebałem czterdziestoletnie, wytrawne wino musujące z regionu Armagnac, które osiemnaście lat temu otrzymałem od mojego francuskiego przyjaciela.
Skrzyneczkę dostałem na pamiątkę udanej adopcji.
W chwili wręczania wino miało już dobrze ponad piętnaście lat.
Szukałem okazji do degustacji, ale żadna z nie wydała mi się właściwa. Teraz decyzję podjąłem szybko.
- Może to najlepsza z rzeczy jaka trafiła mi się w życiu ? - pomyślałem i zdecydowałem otworzyć mocno zakurzoną butelkę.
Niestety wystrzał był mniej niż symboliczny. Smak wina zrekompensował, jednak brak efektów audio.
Aby jednak oporny korek nie symbolizował „ujścia pary” z naszego związku, użyliśmy gruzińskiego wina. Strzał jak gdyby dżygit strzelił z bicza, rozdarł świąteczną atmosferę drugiego dnia świąt. Gruzińskie pochodzenie wina, to sprawka Młodych. On swój sentyment ulokowali na ulicach Batumi.
Było więc i głośno i tradycyjnie.
A potem kiedy pokrojony tort nie informował już o dorobku lat, Żona przystąpiła do wspominek.
Wyciągnęła przygotowane na tę okazję albumy i zaczęło się...
Stare, w większości jeszcze czarno-białe zdjęcia, ukazywały dwoje dzieciaków przeświadczonych o swojej dorosłości.
Spotkania, wspólne wycieczki. Później ślub i pierwsze zdjęcia dzieci.
Sentymentalnie się zrobiło. Czułem się nawet trochę jak kombatant
Nie podzielona połowa tortu informowała resztką napisu: RAZEM.
Może o to chodzi w tym życiu?
I co dalej ?
Kolejny wspólny świt, dzień, zmrok i mam nadzieję kolejny ranek.
A potem, w połowie czerwca przekażemy pałeczkę w sztafecie pokoleń. Starszy syn wstępuje w związki.
I niechaj On doświadcza, ile potrzeba, aby mieć prawo do zdmuchnięcia świeczek z takiego tortu.
Czego im zresztą wczoraj serdecznie życzyłem. Jako oczywiście pewnego etapu w życiu.
My w żadnym razie nie powiedzieliśmy jeszcze sobie, że wystarczy.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz